top of page

Powstańców 31

8 wrz
3 minut(y) czytania

Jakaś energia psychiczna pozostaje po nas i czepia się miejsc i rzeczy, do których przywykła. Owe remanenty, subtelne pozostałości związków ubiegłych, pokutują potem latami, kto wie, może wieki całe, niewidoczne dla niewrażliwych, lecz niemniej istotne, by czasem odezwać się wyraźnym gestem. […] Nic nie ginie i nic nie idzie na marne; po pustych ścianach, wyludnionych krużgankach tułają się uporczywie echa lat minionych...

S. Grabiński, Szary pokój z tomu Szalony pątnik


Istnieją z pozoru zwyczajne fasady, które od razu przykuwają wzrok i miejsca, które tchną niepokojem. Jedno z nich wyrasta na skrzyżowaniu ulic Powstańców, Józefa Lompy i Rybnickiej w Katowicach. Poczułem to, gdy pierwszy raz je zobaczyłem, jeszcze na długo zanim poznałem jego historię. Alain de Botton pisał, że kiedy czujemy, że dom nam się nie podoba, chodzić może o to, że nie lubimy temperamentu istoty lub człowieka, którego rozpoznajemy mgliście w jego elewacji1. Myślę, że tak może być i w tym przypadku.


Gmach w stylu klasycyzującego neobaroku przycupnął przy ulicy Powstańców w latach 20. XX wieku. Od tamtej pory spogląda on na drogę z rzędów okien podzielonych rytmicznie występującymi ryzalitami, których żółtawa barwa wyróżnia się na tle szarych murów. Boniowania pokrywające parter oszukują wzrok, optycznie obniżając budynek. Całość przykrywa czerwony, czterospadowy mansardowy dach. Na pierwotne przeznaczenie wskazuje dekoracja mieszcząca się w części szczytowej nad wejściem. Skrzyżowane ze sobą młot i kilof informują przechodniów o związku budowli z górnictwem. W biurowcu przy ulicy Powstańców 49 swoją siedzibę miała spółka górnicza „Robur”2, Budynek był dzieckiem swoich czasów; wzniósł się dzięki gospodarczemu wzrostowi Katowic spowodowanym przez rozwój przemysłu.


Jego przeznaczenie zmieniło się w 1939 roku. 4 września Wehrmachtowi udało się zdobyć miasto, a niecały miesiąc później, 2 października, w gmachu mieszczącym się przy Powstańców przemianowanej na Straße der SA zaczęło swoją pracę katowickie biuro Geheime Staatspolizei, tajnej policji III Rzeszy, gestapo. Na pierwszym piętrze rezydowali dowódcy zbrodniczej formacji: Emanuel Schäfer (1939–1941), Rudolf Mildner (1941–1943) oraz szczególnie okrutny Johannes Thümmler (1943–1945). Piwnice przeznaczono na miejsce przesłuchań i tortur. W gmachu strzeżonym przez uzbrojonych policjantów aresztowani byli bici i podtapiani. W celu wydobycia zeznań wbijano im szpilki pod paznokcie, a niektórych rażono prądem. Przez katownie gestapo w latach 1941–1943 przeszło co najmniej 12 000 osób. Ofiarami sądu doraźnego padło około 2000. Część z więźniów opuszczających te mury ginęła w egzekucjach przeprowadzanych w więzieniu przy Nikolaistraße (obecnie ul. Mikołowska). Inni trafiali wprost do KL Auschwitz. Gmach nie był jedyną siedzibą nazistowskiego aparatu terroru. W 1943 roku na tej samej ulicy pod numerem 11 działalność rozpoczęła Sicherheitsdienst, Służba Bezpieczeństwa Rzeszy przeniesiona z poprzedniej placówki przy Höferstraße (obecnie ul. Kościuszki). W tym okresie przy Placu Sejmu Śląskiego w dawnym gmachu Urzędów Niezespolonych znajdowało się prezydium policji. Cały kwartał południowego śródmieścia Katowic zaludniali esesmani, policjanci i dygnitarze nazistowskiego reżimu.


Zdobycie miasta w styczniu 1945 roku nie doprowadziło do przekształcenia funkcji budynku sytuującego się na powrót przy ulicy Powstańców. Zmienili się tylko oprawcy. Gmach mieścił teraz Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Katowicach. Komuniści mogli korzystać z przygotowanej przez Niemców infrastruktury. Piwnice na powrót stały się miejscem kaźni. Budynek służył władzy ludowej aż do likwidacji Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w 1954 roku. Na jego miejsce powołano Ministerstwo Spraw Wewnętrznych z podlegającą mu Służbą Bezpieczeństwa. Funkcja gmachu zmieniła się jednak na stałe. Prawdopodobnie w tym czasie zmianie uległ również jego adres. Numer 49, pod którym torturowano ludzi, zastąpił numer 31 – tutaj społeczeństwo miało być leczone. Nie wiadomo, czy modyfikacja adresu związana była z adaptacją do nowych realiów. W piwnicach, w których prowadzono przesłuchania, znajdują się dziś pracownie rentgenowskie3. Gmach nadal budzi jednak niepokój.


W 1996 roku historia budynku doczekała się upamiętnienia. Na fasadzie stuletniego kolosa pojawiła się tablica ufundowana przez katowicki oddział Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego. Od tamtej pory każdy mijający gmach może na chwilę zatrzymać wzrok na słowach: Spójrzcie – oto mury przesiąknięte zbrodnią!


Historia budynku może budzić grozę, on sam – fascynację. Patrząc na niego, widzę dziejowy palimpsest: formę dokumentu zapełnianego treścią przez kolejne wydarzenia. Jego mury są zwierciadłem, w których odbijają się XX-wieczne dzieje Katowic i w jakiejś mierze całego Śląska. Budynek wyrosły na węglu stał się niemym świadkiem zmian granic i zawirowań dziejowych, które w sposób szczególny wpłynęły na nasz region. 




1. A. de Botton, Architektura szczęścia, tłum.  K. Środa, Czuły Barbarzyńca Press, Warszawa 2010, s. 86.

2. J. Lipońska-Sajdak, Pozdrowienia z Katowic, Muzeum Historii Katowic, Katowice 2004, s. 150.

3. M. Bulsa, B. Szmatloch, Sekrety Katowic, Księży Młyn Dom Wydawniczy Michał Koliński, Łódź 2018, s. 72–75.


Masz pytania? Sugestie? Skontaktuj się z nami!

Dziękujemy za przesłanie. Do napisania!

© 2035 by Train of Thoughts. Powered and secured by Wix

bottom of page